|
będąc w pracy, zajmujemy się pracą dla Was, co wydaje się całkiem dziwne...
poniedziałek, 08 lutego 2010
Farmaceuci z Miastka buntują się przeciwko nocnym dyżurom - donosi serwis rynekzdrowia.pl. Zdaniem pracowników aptek nocne dyżury nie mają sensu, bo po 22 klientów jest bardzo mało, a ci, którzy o tej porze wybierają się do apteki, rzadko są ciężko chorzy. Pacjenci przyjeżdżający do apteki z pobliskich miasteczek są sytuacją zirytowani, a władze powiatu bytowskiego wystąpiły do Ministerstwa Zdrowia, żeby zdyscyplinowało farmaceutów i wyegzekwowało pełnienie nocnych dyżurów. Mimo wszystko siedmiu właścicieli aptek działających w Miastku obstaje przy swoim. Ich zdaniem apteki są placówkami ochrony zdrowia publicznego, jednak nie są zakładami opieki zdrowotnej i nie udzielają świadczeń zdrowotnych, dlatego przepisy nie nakazują aptekom pracy 24 godziny na dobę czy w dni wolne od pracy. – Farmaceuci przygotowali analizę, która wyraźnie potwierdziła, że prowadzenie nocnych dyżurów nie jest konieczne. Dane zostały przedłożone starostwu, jednocześnie prowadzona była akcja informacyjna, która wśród pacjentów nie wywołała żadnego alarmu. Starostwo projekt poparło, jednak radni powiatowi ostatecznie go odrzucili – mówi w rozmowie z serwisem rynekzdrowia.pl Michał Pietrzykowski, prezes Gdańskiej Izby aptekarskiej. Jego zdaniem samorządowcy zmieniliby zdanie, gdyby tak jak w innych krajach kosztami nocnych dyżurów był obciążony budżet państwa a nie właściciele aptek. Zauważa też, że nakazywanie działań, które nie są opłacalne dla przedsiębiorców, narusza zasady swobody działalności gospodarczej. Kwestią dyskusyjną jest także doliczanie opłat do rachunków "nocnych klientów". – W przypadku, gdy pacjent naprawdę potrzebuje pomocy, to na mocy rozporządzenia nie pobiera się od niego opłaty. Apteki całodobowe nie pobierają takich opłat w ogóle. Jeżeli natomiast w nocy farmaceutę obudzi nie osoba chora, ale natarczywy klient, któremu np. zabrakło prezerwatywy, to wówczas taka kwota powinna być doliczana. Chociaż i tak mówimy o niewielkich pieniądzach, które nie zmieniają kondycji finansowej apteki –wyjaśnia serwisowi rynekzdrowia.pl Stanisław Piechula, prezes Śląskiej Izby Aptekarskiej. Mimo wszystko apteka nie jest zwykłym sklepem, który prowadzić może każdy. To głownie farmaceuci powinni zdawać sobie sprawę z tego, że zarówno antybiotyk jak i prezerwatywa są towarami, których przeznaczeniem jest ochrona zdrowia i życia.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Według doniesień PAPu, byłe gosposie żony premiera Izraela, Benjamina Netanjahu, zdecydowały się pozwać swoją pracodawczynię. Dziennik "Jedijot Achronot" w dzisiejszym wydaniu jako powód pozwu podaje znęcanie się psychiczne nad byłymi podwładnymi. Sprawa jest objęta sądowym zakazem publikacji, jednak "Jedijot Achronot" informuje, że obydwa pozwy zostały wniesione niezleżnie od siebie. Pierwszy pozew przeciwnko Sarze Netanjahu został złożony dwa miesiace temu. Dzisięć dni temu podobny zdecydowała sie złożyć Lillian Peretz, która opiekowała się rezydencją premiera w Cezarei w latach 2004-2009. 44-letnia gosposia zarzuca byłej pracodawczyni, że ta płaciła jej poniżej stawki, zmuszała do pracy w soboty, mimo że to dzień szabatu, którego przestrzeganie deklarowała Lillian Peretz. Pensja gosposi wynosiła równowartość 570 euro. Według izraelskich mediów, Sara Netanjahu, uważana za obsesyjną pedantkę, dzwoniła do swojej pracownicy kilka razy dziennie i kazała jej zmieniać ubranie kilka razy dziennie. Peretz nie mogła korzystać z wody mineralnej z dystrybutora w domu, musiała przynosić własne jedzenie i picie. Według jej adwokata, między żoną premiera a jego klientką wytworzyła się niezdrowa relacja, a Peretz była od Sary Netanjahu całkowicie zależna finansowo i emocjonalnie. Była gosposia powiedziała, że po złożeniu pozwu nieznajomy mężczyzna groził jej telefonicznie, że jeśli nie wycofa pozwu w ciągu 12 godzin, zginie. Lillian Peretz jest 44-letnią matką czwórki dzieci. Od żony premiera domaga się 57 tysięcy euro odszkodowania. Czasami, żeby dostać pracę trzeba nieźle się napocić. W konsekwencji i tak o naszej karierze decyduje szczęście:
Czasami jednak zbieg okolicznści sprawia, że jesteśmy idealnym kandydatem, a pracodawca w końcu czuje, że znalazł kogoś, kogo szukał od dawna:
Tylko jak potem nie zwariować w pracy?
środa, 13 stycznia 2010
Miło nam zakomunikować, że blog dotyczący pracy (ale całkowicie rozrywkowy) - Ahojpracy! ubiega sie o tytuł Blogu Roku 2009. Jeśli kiedykolwiek widzieliście przygody załogi statku (a warto!) możecie zagłosować na Bosmana, Drugiego a nawet na Intendentkę. Ciekawe, jak będzie wyglądać impreza, którą na pewno zorganizują, jeśli dostaną jakieś wyróżnienie?:) Wszystkie szczegóły znajdziecie TUTAJ. Wygląda na to, że po kontroli NIK, TVP czekają poważne problemy finansowe. Raport Najwyższej Izby Kontroli szacuje kwotę nieprawidłowości, których dopuściły się władze TVP od 2007 do połowy 2009 roku, na prawie 150 mln zł. TVP przyznaje się "jedynie" do 345 tys. zł a raportom NIK zarzuca nierzetelność. Przypomnijmy - TVP przyznaje np., że przekroczyła dopuszczalny wskaźnik przyrostu przeciętnego wynagrodzenia, ale - jak argumentuje - było to związane z budową nowych kanałów tematycznych czy porozumieniem o podwyżkach, jakie TVP zawarła ze związkami zawodowymi. Telewizja nie zgadza się też z zarzutem zaniżenia podatku dochodowego - według TVP wynika on z, przyjętej przez NIK, błędnej interpretacji przepisów. Dziennik Gazeta Prawna alarmuje, że w związku z ostrymi cięciami, jakie musi przeprowadzić spółka, wiosną może nie wystarczyć pieniędzy na pensje dla pracowników telewizji publicznej. To zdaniem TVP najgorszy z możliwych scenariuszy, którego władze starają się uniknąć. Nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób. Nie wiadomo też, czy według tego scenariusza praca za darmo grozi również gwiazdom TVP, czy widmo braku wypłaty ciąży jedynie nad "szarymi pracownikami". Na razie w związku z cięciami kosztów, najbardziej ucierpiały budżety kanałów tematycznych TVP. Na pierwszy ogień pójdzie zapewne kanał TVP Kultura. Również TVP Historia nie może na razie liczyć na rozwój ramówki.
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Filipińscy marynarze będą musieli przejść kurs obrony przed piratami, aby móc wykonywać swój zawód - poinformował w poniedziałek rząd w Manili. (źródło: PAP) Pewnien cukiernik z francuskiej Normandii wpadł na nietypowy pomysł promowania swojej cukierniczej twórczości. Według doniesień radia RMF FM, postanowił urządzić loterię, której głównymi bohaterami są: wyroby cukiernicze i ... diamenty. Przez cały styczeń, co tydzień, w jednym z ciast tradycyjnie przygotowywanych na nowy rok (zwanych Plackami Trzech Króli) umieszczony zostanie bon upoważniający szczęśliwego konsumenta do odbioru brylantu o wartości od 600 do 900 euro. Właściciel cukierni będzie umieszczał bony w ciastach własnoręcznie, w nocy, tak żeby jego rodzina i inni pracownicy cukierni nie wiedzieli, w których ciastach zostaną ukryte. Cukiernik nie chciał umieszczać w Plackach Trzech Króli samych diamentów, bojąc się napadów rabunkowych.
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Z okazji Świąt, które już za kilka dni, redakcja oraz wszyscy pracownicy GazetaPraca.pl życzą użytkownikom oraz klientom serwisu niezapomnianych chwil przy wigilijnym stole, sukcesów w pracy i życiu prywatnym, nowych wyzwań oraz realizacji marzeń w nowym, 2010 roku. Mamy nadzieję, że w tym roku również bedziemy zmieniać się na lepsze i naprawdę każdy będzie mógł z nami znaleźć pracę:)
czwartek, 10 grudnia 2009
Kryzys nie jest w stanie zagrozić gorączce świątecznych zakupów. Mimo nieco gorszej kondycji konsumenckich portfelów, przedświąteczna spirala zakupów zaczyna sie rozkręcać. W jaki sposób próbują nas przekonać do zakupów sprzedawcy? Czy muszą używać wytrawnych sztuczek, czy tak naprawdę sami chcemy kupować i dajemy uwieść się atmosferze migających światełek i kolorowych choinek, żałując czasami dokonanych wyborów? Kto jest bardziej podatny na zakupowe szaleństwa - kobiety, czy wbrew pozorom mężczyźni? W Polsce z dobrodziejstw nieograniczonej aktywności konsumenckiej możemy korzystać od niedawna. Czy Polacy po wyjściu z PRLu są bardziej podatni na zakupoholizm, niekontrolowane nabywanie niepotrzebnych dóbr? - Nasze wejście w świat konsumpcjonizmu było niemal wejściem do raju - tłumaczy dr Zuzanna Grębecka, kulturoznawca. Okres przedświąteczny będzie gorącym i trudnym czasem dla właścicieli sklepów i pracowników handlu. Powinniśmy jednak zwrócić uwagę na to, co i jak kupujemy, żeby nie stał sie gorącym okresem dla naszych portfeli...
środa, 02 grudnia 2009
Granice etyki zawodowej stają się coraz bardziej płynne. Pracę zdobyć można z polecenia, znajomość z kimś na stanowisku może przynieść niespodziewane korzyści, a rodzina zawsze "jest na swoim". Problem wpływania życia prywatnego na zawodowe zauważa MDU- Medical Defence Union, która wydała ostrzeżenie dla lekarzy: kontakty z pacjentami na Facebooku mogą zaszkodzić karierze. Serwis tvn24.pl przytacza zalecenia MDU, najważniejszej medycznej organizacji zawodowej w Wielkiej Brytanii, która ostrzega lekarzy przed spoufalaniem się z pacjentami w internecie. Do przedstawicieli organizacji docierają liczne sygnały o sytuacjach, kiedy zakochani pacjenci postanawiają kontaktować się z lekarzami np. za pośrednictwem Facebooka. W serwisie można poznać zainteresowania, myśli, preferencje danej osoby. Jedna z lekarek złożyła skargę do MDU po tym, jak pacjent przynosił jej ulubione kwiaty, oferował wymarzoną wycieczkę i zachęcał do zawarcia prywatnej znajomości. O wszystkich upodobaniach lekarki dowiedział się z Facebooka, gdzie zresztą zasypywał ją wiadomościami, np. proponując małżeństwo... Według MDU lekarze nie powinni w żaden sposób kontaktować się z pacjentami, nawet w celach odmowy czy odrzucenia składanych propozycji. Nie tylko pacjenci zachowują się lekkomyślnie korzystając z dobrodziejstw internetu. Środowisko medyczne również nie zawsze zachowuje się profesjonalnie. MDU przypomina sytuację, kiedy w ubiegłym roku pielęgniarki otrzymały naganę za dołączenie do grupy "Jestem pielęgniarką i nienawidzę moich pacjentów za..." i dyskusje na ten temat. Sanitariusze, którzy zorganizowali konkurs polegający na fotografowaniu się w pozycji leżącej w jak najdziwniejszym miejscu, zostali zawieszeni w obowiązkach. Pacjenci, którzy trafiali na dziwne zdjęcia, robione np. na wózkach inwalidzkich, korytarzach szpitalnych czy np. lądowisku dla helikopterów medycznych, zaczęli w końcu składać skargi. MDU przestrzega lekarzy, którzy powinni być grupą szczególnego zaufania społecznego, że tego typu zachowania mogą na zawsze zniszczyć ich karierę. |
Ostatnie notki
Zakładki:
GazetaPraca.pl
Niezbędnik
Nowości w wortalu
Polecamy
Tagi
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||